niedziela, 2 marca 2014

Stokrotka w poszukiwaniu wiosny.

Dopiero początek marca, a już zaświeciło takie piękne słońce! W pierwszym dniu nowego miesiąca Stokrotka postanowiła wybrać się na spacer w poszukiwaniu wiosny i... stokrotek. Na razie nie udało jej się znaleźć pierwszych wiosennych kwiatków, a krajobraz, który ujrzała podczas spaceru, obfitował raczej w barwy jesienne, niemniej promienie słoneczne były tego dnia tak przenikliwe i ciepłe, że lala postanowiła wdrapać się na gałązkę bukową i trochę się poopalać. Jej blond włosy cudnie lśniły w słonecznym świetle oraz idealnie komponowały się w otoczeniu wysuszonych płowych liści.

Zapraszam do obejrzenia relacji fotograficznej!










piątek, 28 lutego 2014

Stokrotka - błękitnooka paskudka.

Stokrotka (dla angielskich przyjaciół - Daisy) przybyła do Polski z Wielkiej Brytanii. Jak przystało na blajtkę z kolekcji Littlest Pet Shop, laleczka ma sympatyczny wyraz twarzy (duuużej twarzy!) i bardzo przenikliwe spojrzenie. Ponadto Stokrotka jest zgrabna i wysportowana. Na co dzień zajmuje się baletem i gimnastyką artystyczną. W ramach hobby bywa fotomodelką. Ostatnio na przykład brała udział w sesji zdjęciowej z modą ślubną w roli głównej (mała fotozajawka poniżej). Mała ma też piękne gęste włosy. Zainteresował się nimi nawet salon stylizacji fryzur! Efekty metamorfoz fryzjerskich blajtki przedstawię Wam z pewnością za jakiś czas.

Panie i Panowie, oto moja - pierwsza i jedyna na razie - paskudka, która stanowi namiastkę marzeń o dużej i oryginalnej lalce Blythe z firmy Takara.

Stokrotka.

Szpagat dla Daisy to pestka!

Sport to zdrowie!

Sesja zdjęciowa kolekcji ślubnej SPRING/SUMMER 2014. Czyż Stokrotka nie wygląda olśniewająco?! :)

czwartek, 27 lutego 2014

Wygrane Candy u Mruwki.

Chciałabym się Wam pochwalić moim pierwszym w życiu wygranym Candy. Co prawda nie zgarnęłam nagrody głównej, ale, szczerze mówiąc, nagroda niespodzianka przyda mi się o wiele bardziej niż zasadniczy prezent, który był do wygrania (chociaż był równie fajny!). Szczegóły z przebiegu losowania znajdziecie tu.

Oto cudna torba, którą wyczarowała przezdolnymi rękami Mruwka z bloga mruwkowisko. Teraz ta urocza szmacianka jest moja!

W paczuszce nie zabrakło także tradycyjnego słodkiego dodatku :)



Naprawdę warto odwiedzić mruwkowisko!

Mruwkowisko to kopalnia pomysłów i ciekawych postów, które - jestem przekonana - są wynikiem prawdziwej pasji Właścicielki bloga. Może się skusicie na odwiedziny....? ;)


...a teraz lalkowe post scriptum. Tak, wiem, trochę się ostatnio ociągam z blogowaniem, ale ostrzegałam, że z częstotliwością mojego pisania może być różnie :) By się trochę wytłumaczyć, zdradzę, że oczekuję z niecierpliwością pewnych lalkowych okazów, które - jeśli uda im się dotrzeć do mnie szczęśliwie - niebawem zaprezentuję z przyjemnością na blogu. Ponadto powoli zbieram się do zorganizowania małej lalkowej rozdawajki. Szczegóły już wkrótce! STAY TUNED!!!

wtorek, 31 grudnia 2013

Klara - panna z dobrego domu.

Giełda staroci. Jedna z najsilniejszych pokus, ale jednocześnie jedna z najlepszych pożywek dla lalkoblogerstwa :) Na pewno dla wielu z Was targi staroci to miejsca budzące niemałe emocje. Tam instynkty lalkowicza i szperacza najpełniej się uwydatniają.

Ja takich giełd staroci mam w okolicy kilka. Jedna z nich, która odbywa się cotygodniowo, jest usytuowana niedaleko mojego domu, więc czasem udaje mi się na nią wybrać. Oto efekt moich ostatnich łowów:

Klara

Nie mogłam nie wziąć ze sobą Klary. Jej delikatny grymas na twarzy dał mi do zrozumienia, że dziewczę wcale nie ma już ochoty przebywać w towarzystwie tak pospolitym, jak pluszowe misie. Wszak w sąsiedztwie nie było żadnej porcelanowej koleżanki, z którą można by było porozmawiać o szydełkowaniu, grze na pianinie, muzyce Beethovena, czy chociażby o jeździe konnej.

Jaka wytworna panienka! :)

Klara to nie jest klasyczna piękność. Minkę ma dość poważną, a rysy jej twarzy zdradzają, że w głowie tej małej rodzą się zwykle poważniejsze problemy niż pomysł na buszowanie na podwórku czy "śmichy-chichy" w niebogłosy. Ale w moim lalkowym towarzystwie długo nie da się tak wytrzymać! Filipinka wzięła Klarę w obroty i zarządziła zabawę w przebieranki!

Rzeczywiście, w samej bieliźnie najwygodniej!

Fifi!!! Oddawaj butki, mała psotnico!

Kumple.

"Czy w takiej sukience mi do twarzy?"

"...a tak przed laty ubierały się nasze krakowskie ciotki." (oryginalna spódnica dla szrajerowskiej krakowianki zdobyta dzięki uprzejmości Sinestro).

Złotowłosa intelektualistka.

niedziela, 29 grudnia 2013

Pantofelek Kopciuszka.

Niedawno zajrzałam do mojego ulubionego secondhandu, gdzie jakiś czas temu poznałam moje dwie porcelanki - Elżbietkę i Biankę. Bianka - panna młoda w lśniącej białej sukni - najwyraźniej musiała intensywnie tańcować na swoim weselu. Przygarnęłam ją bowiem już pozbawioną jednego bucika. Pani sprzedawczyni obiecała mi, że poszuka kopciuszkowej zguby i prosiła, żebym od czasu do czasu zapytała w sklepie o lalkowy pantofelek. Przyznam szczerze, że w pewnym momencie straciłam już nadzieję na to, że bucik się odnajdzie. W końcu kto by się przejmował takim drobiazgiem... przecież  należałoby przekopać wszystkie sklepowe pudła z używanymi zabawkami i innymi klamotami. Aż tu... pewnego razu... przechodzę przez lumpeksowe wrota... patrzę... i... JEST! Pani sprzedająca znalazła bucik i odłożyła go dla mnie na półeczkę. :) 

Dlaczego zatem but zsunął się lali ze stópki i utknął w kartonie?  Bo miał pewien drobny ubytek - brakowało paseczka, który przytrzymywał obuwie. Musiał się oderwać albo w transporcie - na skutek kotłowania się w paczce z innymi zabawkami, albo wcześniej - jeszcze u zagranicznego właściciela. Inaczej natomiast wybrakowany jest bucik numer dwa - brakuje mu podeszwy. Oj, siarczyste były tańce weselne! :)

Postanowiłam odnaleziony pantofelek odrobinę zreperować. Najpierw jednak pokażę Wam, jak Bianka prezentuje się w kompletnym obuwiu. Obecnie stan jej bucików przedstawia się następująco:

Bianka znalazła pod choinką swój pantofelek.

Para butków przed reperacją wyglądała tak:


Brakujący element dosztukowałam ze starego białego paska, który przeznaczony był do wyrzucenia. Nie miałam pojęcia, że ów pasek zostanie jednak skutecznie zrecyklingowany:


Nowe zapięcie (stare było białą napą) powstało z kombinacji istniejącego już otworka w pasku oraz "zaślepki" w postaci krążka z białej filcowej podklejki do mebli. Przydała mi się przy lalkowaniu już po raz drugi (patrzcie: Szrajerka)!


Zdaję sobie sprawę, że moja drobna naprawa nie dała olśniewającego efektu - wiadomo, że buciki nie będą wyglądały identycznie. Poza tym cały czas brakuje jednej podeszwy (mam już nawet na nią parę pomysłów). Jednak w ramach materiałów, które posiadałam w domu, była to jedyna sensowna metoda renowacji. Miejmy nadzieję, że Bianka już nie zgubi butów, choćby nie wiem jak pląsała na zabawach tanecznych!


środa, 25 grudnia 2013

Filipinka "śmieszna minka".

To niesamowite, co można odkryć po wielu latach w szpargałach pochowanych w najgłębszych zakamarkach domu rodzinnego! W jednym z wcześniejszych postów pisałam, że jako nastoletnia panna pozbyłam się w jednej chwili wszystkich swoich zabawek, oddając je młodszym i bardziej potrzebującym dzieciom. Okazało się jednak, że coś się jeszcze uchowało. Z pewnością dlatego, że lala, którą chcę Wam pokazać, nie była jedną z moich ukochanych zabawek z dzieciństwa, ale stanowiła raczej element dekoracyjny pokoju dorastającego dziewczęcia. Nie pamiętam, w którym dokładnie roku ją dostałam, pewne jest jednak, że było to mniej więcej w połowie lat dziewięćdziesiątych. Filipinkę ofiarowała mi moja kochana ciocia - miłośniczka lalek (sama ma ich kilka, nawet wam tu zaraz dwie pokażę :)). Imię nadałam laleczce niedawno, bo jako eksponat "półkowy" wcześniej nie miała ona żadnej ksywki, w przeciwieństwie do pozostałych moich zabawek, którym wymyślałam zawsze bardzo oryginalne imiona! Oto moja "śmieszna minka":

Filipinka.

Z tego, co zdążyłam obejrzeć na łamach innych blogów, lalki z minkami bywają rozmaite i - powiedzmy sobie szczerze - nierzadko po prostu niezbyt ładne. "Potworkowate" i wykrzywione na wszystkie strony pyszczki jakoś nie robią na mnie specjalnie pozytywnego wrażenia (choć zdarzają się i w ramach tego gatunku ciekawe okazy). Filipinka jest inna. Jej buzia odzwierciedla doskonale jej figlarny charakterek. Zresztą zobaczcie sami, jaka to psotnica! Chciałam jej zrobić kilka zdjęć, by móc Wam ją pokazać, a ona ukryła się pod moim szalikiem i znalazłam ją tylko dzięki temu, że mrugnęła do mnie swoim błyszczącym orzechowym okiem ;)

Tylko psoty jej w głowie!

Filipinka jest filigranowa. Ma 20 cm wzrostu. Jak na laleczkę sygnowaną na pleckach "made in China" ma porządnie odlane kończyny. Rzekłabym nawet, że ma całkiem słodkie łapki i stópki. Do tego dochodzi czuprynka w dość sporym nieładzie. Mogłabym nawet ją uczesać, ale pomyślałam, że do usposobienia tej małej psotki taki rozwichrzony fryz pasuje najbardziej.

Brudna rączka mówi sama za siebie - mała znowu rozrabiała na podwórku! ;)

Fila lubi biegać i skakać. Jest zresztą całkiem wysportowana. Potrafilibyście stanąć, tak jak ona, na głowie?!

Wygibasy.

Na koniec pokażę Wam jeszcze dwie lale mojej cioci. Nie znam ich imion, ale prezentują się one na półce całkiem dostojnie! Jak to porcelanki :)

Panny z dobrego domu :)



...i jeszcze mały bożonarodzeniowy akcent. Wszystkiego dobrego świątecznego!

Wesołych Świąt!


sobota, 21 grudnia 2013

Nowa odsłona Basi.

Basia jakiś czas przebywała w lalkowym szpitaliku, by poddać się niegroźnym zabiegom ortopedycznym. Na szczęście obyło się bez komplikacji i lala wróciła do domu uśmiechnięta i zadowolona. W drodze ze szpitala odwiedziła także salon fryzjerski, gdzie zafundowała sobie regeneracyjną kurację "włosową". Doradzono jej także, jaka fryzura będzie pasować do jej urody i rodzaju włosów. Efekty jej metamorfozy przedstawiam poniżej.

Lśniące blond kitki to zasługa innowacyjnych zabiegów fryzjerskich! :)

Tak Basia stawiała pierwsze kroki po operacji.

"Czy w rozpuszczonych też mi ładnie?" ;)

Cieniutkie wstążki zamiast sznurówek przy bucikach - idealna propozycja dla małej damy!

Przyjemnie jest widzieć Basię promienną i roześmianą, prawda?